czwartek, 6 lutego 2014

kto zapali olimpijski znicz?

Do ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Soczi pozostały już tylko godziny. Scenariusz uroczystości jest, jak zawsze, jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic. A ponieważ na tegoroczne igrzyska wydano rekordową sumę pieniędzy, od ceremonii otwarcia również oczekuje się, że będzie wyjątkowa.

Z pewnością nie zabraknie aktywnego udziału prezydenta Władimira Putina, dla którego zawody w Soczi są największym oczkiem w głowie. Nie ma wątpliwości, że wystąpi on z przemówieniem i wygłosi tradycyjną formułę: "Igrzyska uważam za otwarte" (a z jego ust słowo "otwarte" zabrzmi wyjątkowo i już tylko dla tej chwili warto śledzić ceremonię). Myliłby się jednak każdy, kto uzna, że na tym udział prezydenta w ceremonii się zakończy. Co to, to nie. Przecież on musi zaakcentować swoją pierwszoplanową rolę z prawdziwym przytupem.

Dwa lata temu w Londynie angielska królowa Elżbieta II w trakcie uroczystości otwarcia "wyskoczyła" na spadochronie z samolotu, a towarzyszył jej sam pierwszy agent jej Mości, czyli James Bond. Trop dla Władimira Putina niezły, bo prezydent tężyznę fizyczną docenia i sporty ekstremalne uprawia (a to ćwiczy karate, a to nurkuje w poszukiwaniu skarbów lub też w batyskafie, a to pływa po zamarzniętym Amurze, czy wreszcie na motolotni ptactwo powietrzne ściga). Jednak w Soczi raczej nie wyskoczy on z samolotu bo, po pierwsze, królowa już to zrobiła, więc nie byłoby w tym nic oryginalnego (no, chyba, że wyskoczyłby bez spadochronu! to byłoby coś!), a po drugie - nie ma w Rosji tak rozpoznawalnego agenta, jakim na Wyspach jest James Bond, którego z Wielką Brytanią kojarzy pół świata. Gdyby zatem Władimir Władimirowicz jednak chciał skopiować wyczyn królowej, to musiałby mu chyba towarzyszyć Stirlitz.

Co zatem strzeli do głowy rosyjskiemu władcy, pozostaje owiane tajemnicą. Być może wpłynie na stadion olimpijski atomową łodzią podwodną, wyląduje wraz ze stacją orbitalną MIR, może wjedzie na leopardzie, a może weźmie się za bary z niedźwiedziem (aby sprawdzić, kto ma mocniejszą głowę - a o to najłatwiej właśnie w barach). Ostatecznie, by zupełnie już wypromować rosyjską myśl techniczną, będzie się po mieście Soczi rozbijał Tupolewem.

Scenariusz ceremonii otwarcia jest skrzętnie ukrywany, ale prawdziwą tajemnicą jest to, kto zapali znicz olimpijski. Oczywiście symbolicznie, bo tak naprawdę o tym, czy znicz olimpijski zapłonie, decyduje wyłącznie prezes Gazpromu. Kwestią jest, kto przyłoży do znicza pochodnię z olimpijskim ogniem. Przyjęło się, że zwykle robi to wybitny sportowiec, najczęściej już emerytowany, pochodzący z kraju, w którym odbywają się igrzyska. W Rosji jednak nie ma żadnych pewników. Dlatego może to być niemal każdy. Każdy, oprócz prezydenta Putina, bo ten oficjalnie zaprzeczył, aby na tym miała polegać jego rola w ceremonii otwarcia. Ale już prawdopodobna jest podobno wersja z jego młodą partnerką - gimnastyczką Aliną Kabajewą.

Aby nieco uchylić rąbka tajemnicy, postanowiliśmy przeprowadzić małą sondę, wśród dziennikarzy, sportowców i mieszkańców Soczi. I tak: wśród kolegów dziennikarzy na pierwszym miejscu potencjalnych kandydatów do zapalenia znicza figuruje niezmiennie Gerard Depardieu. Wysokie notowania mają również inne osoby z tak zwanej grupy "Przyjaciele Putina": Silvio Berlusconi, Fidel Castro czy Steven Seagal. Swoich zwolenników mają także kobiety: Ałła Pugaczowa i Tatiana Anodina. Jeden z "dziennikarzy niepokornych" wytypował z kolei Donalda Tuska. Jeśli jednak wierzyć plotkom, że najbardziej istotny jest element zaskoczenia, to znicz powinien zapalić Michaił Chodorkowski. Jeśli z kolei organizatorzy postawią na przyciągnięcie uwagi - wówczas murowanym kandydatem będzie Anatolij Kaszpirowski.

Sonda wśród sportowców biorących udział w igrzyskach nie przyniosła interesujących wyników. Większość atletów zgodnie stwierdziła, że przekonamy się na miejscu, a oni sami nie mają czasu się nad tym zastanawiać, bo sumiennie przygotowują się do swoich startów. Jedynie jedna z polskich biegaczek narciarskich, pragnąca zachować anonimowość, stwierdziła nieoficjalnie, że jej zdaniem znicz powinien zapalić lekarz kobiecej reprezentacji Norwegii w biegach narciarskich, w uznaniu jego zasług na polu zasypywania przepaści dzielącej sport niepełnosprawnych od sportu sprawnych zawodników.

Na koniec zapytaliśmy jeszcze mieszkańców Soczi o ich typy w kwestii osoby, która dostąpi zaszczytu rozpalenia znicza. Próbę badawczą stanowiło 35 tubylców (średnia wieku: 46 lat, średni poziom alkoholu we krwi: 4,6 promila) płci obojga. Zgodnie z ich odpowiedziami, znicz olimpijski mogą zapalić jutro: Leonid Breżniew, Borys Jelcyn, Jurij Gagarin, Michaił Kałasznikow, Lew Jaszyn, Ilja Erenburg, Nikita Chruszczow, a nawet Łajka, Biełka lub Striełka.

Odpowiedzi te wydały nam się na tyle zaskakujące, że gdy kolejny zapytany wytypował Włodzimierza Lenina wreszcie zaprotestowaliśmy, mówiąc, że Lenin przecież od dawna nie żyje.
- No to co z tego? - zdziwił się mieszkaniec Soczi - Jego duch wznieci ten płomień!

6.02.2014 (19:26)

PS. Wszystkie wydarzenia i cytaty są fikcyjne. Osoby - wręcz przeciwnie.

środa, 5 lutego 2014

Soczi 51

Na organizację zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi wydano do tej pory astronomiczną kwotę 51 miliardów dolarów. Astronomiczną, bo liczba 51 jak rzadko która kojarzy się z gwiazdami (w Stanach jest sobie na przykład Strefa 51, którą zamieszkują - mniej lub bardziej dobrowolnie - przeróżni mieszkańcy Kosmosu).

Wracając do Soczi. 51 miliardów dolarów to więcej niż wydano na wszystkie poprzednie zimowe igrzyska olimpijskie (od 1924 roku) razem wzięte. Suma być może dlatego jest tak ogromna, że władcy z Kremla zamarzyło się zrobić igrzyska zimowe w klimacie subtropikalnym. I to w dobie globalnego ocieplenia! Ale kto bogatemu zabroni... Zresztą, Soczi to nie tylko nadmorski kurort. Góry też są pod ręką. Właściwie to w nieznacznej odległości, około 60 kilometrów od miasta, ale cóż to jest przy rosyjskiej mierze (gdzie - jak wiemy - 40 kilometrów to nie odległość, 40 stopni poniżej zera to nie mróz, a 40 procent to nie wódka).

W tych górach, a ściślej - w ich zacienionych dolinach, zgromadzono w ubiegłym roku kilkaset ton śniegu i przechowywany jest tam do dziś na wypadek, gdyby - podobnie jak w Polsce - tegoroczna zima zrobiła wszystkich w tak zwanego konia. Transport zeszłorocznego śniegu na trasy narciarskie nie będzie z pewnością tanią operacją, ale jak twierdzi spotkany przez nas już wcześniej tubylec, Iwan Muminin, powinniśmy się tylko cieszyć.
- Przecież miłościwie nam panującemu Władimirowi mogło się zamarzyć pociągnięcie do Soczi nitki Kolei Transsyberyjskiej, aby sprowadzać śnieg pociągami prosto z Jakucka - przekonuje Muminin - A wtedy żeby to sfinansować, musielibyśmy chyba najechać na Chiny.

Faktycznie, trudno nie zgodzić się z argumentacją mieszkańca Soczi. Pozostaje tylko pochwalić władcę z Kremla za gospodarność i rozsądek. W tej sytuacji, fakt budowy trasy kolejowo-drogowej z Soczi do Krasnej Polany, gdzie znajdują się trasy biegowe, za marne 8 miliardów dolarów, należy uznać za Himalaje... pardon... za Kaukaz oszczędności. A że za taką kwotę cztery lata temu w Vancouver Kanadyjczycy zorganizowali całe igrzyska i jeszcze im zostało? Oj tam, oj tam, kto by się przejmował takimi drobiazgami.

Niestety, mimo wydania tak wielkich pieniędzy na organizację igrzysk, niezbyt przy tym zadbano o środowisko naturalne. Naruszono unikalny ekosystem, drogami przecięto ścieżki migracyjne niedźwiedzi, wycięto ogromne połacie unikalnego drzewostanu, przepłoszono ptactwo i ryby. Nie zapominajmy również, że wiele zwierząt zapadło w sen zimowy, a skumulowane w ostatniej chwili prace budowlane z pewnością nie ułatwiają im odpoczynku. Podobno doszło nawet do incydentu, gdy kilka dni temu hałasy buldożerów obudziły pewnego świstaka. Wściekły, że przerwano mu sen, świstak (znany ze swoich talentów w zakresie meteorologii) w odwecie przepowiedział organizatorom igrzysk trzy tygodnie wiosny. Ale wtedy władca z Kremla przepowiedział świstakowi trzydzieści lat łagru i gryzoń musiał dać za wygraną.

Niezbyt aktywnie protestują też ekolodzy, którzy z bezpiecznej odległości zwracają uwagę na te nieprawidłowości. A jeśli już się czepiają, to raczej dyscyplin zimowych jako takich, niż samych igrzysk w Soczi.
- Jesteśmy przeciwni na przykład aktualnie stosowanym rozwiązaniom w biatlonie - powiedział nam Adam Ratrak, szef polskiego oddziału organizacji ekologicznej "Greenwar" - Czy zawodnicy naprawdę muszą strzelać z karabinków? Czy oni w ogóle muszą strzelać podczas biegu na nartach? Równie dobrze mogliby się przecież zatrzymywać, żeby pożonglować owocami mango, ulepić bałwana albo rozpalić ognisko jedną zapałką. A jak już koniecznie muszą strzelać, niech strzelają na przykład z łuku. Raz, że taki łuk i kołczan ze strzałami ważą mniej niż ciężki karabinek. A dwa, że będzie ciszej, a więc lepiej dla zwierzyny.

Nie łudźmy się - gdyby igrzyska odbywały się w jakimkolwiek innym kraju, ekolodzy już dawno poprzywiązywaliby się do tych tarcz strzeleckich dla biatlonistów. Jednak w Rosji wszystko toczy się innym torem (i nie jest to bynajmniej tor bobslejowy). Gdyby zatem taki pomysł przyszedł obrońcom przyrody do głowy w Soczi, Jego Ekscelencja Władimir natychmiast przywiązałby ich do innych tarcz i postawiłby przed nimi innych strzelców niż często pudłujący biatloniści.

Być może z tego samego powodu, na tematy związane z ochroną przyrody nie chcą wypowiadać się sportowcy startujący w igrzyskach. Jedynie jedna z polskich biegaczek narciarskich, pragnąca zachować anonimowość, stwierdziła nieoficjalnie, że jej zdaniem równie niepożądaną ingerencję w środowisko naturalne co prace budowlane, stanowią puste opakowania po inhalatorach na astmę, stosowanych przez jej norweskie rywalki.

O ile jednak z ekologami władca z Kremla walczyć może skutecznie, a sportowcom zamknąć usta sowitymi nagrodami, tak już z pogodą nie wygra (chociaż na odcinku regulowania aury Rosjanie mają doniosłe osiągnięcia, włącznie z rozpędzaniem chmur nad Placem Czerwonym przy użyciu odrzutowców). Do Soczi zawitała odwilż. Pokrywa śnieżna topnieje w oczach. Nikt nie przyznaje tego otwarcie, aczkolwiek dowiedzieliśmy się od naszych informatorów, że w kazamatach Kremla spoczywają tajne plany na wypadek, gdyby dodatnie temperatury i brak śniegu uniemożliwiły rozegranie zawodów. Podobno część konkurencji ma już przygotowane warianty zastępcze. Skoczkowie narciarscy wystartują na igelicie, a biegacze - na nartorolkach. Hokeiści zamiast na lodzie, rozegrają turniej na trawie. Z kolei snowboardziści pojadą na deskorolkach, a bobsleiści przesiądą się do czteroosobowych samochodów Formuły 1. Saneczkarstwo zostanie wykreślone z programu, a w zamian za to zawodnicy tej dyscypliny wezmą udział w zjeżdżaniu na plastikowym jabłku do basenu z wodą geotermalną. Wreszcie, łyżwiarstwo figurowe zostanie zastąpione przez taniec. Z gwiazdami.


Do niedawna, tereny wokół Soczi słynęły z unikalnych na skalę europejską drzewostanów bukszpanu. Po bukszpanie pozostał już niestety tylko szpan. Za miesiąc skończą się igrzyska i nawet po nim nie będzie śladu...

5.02.2014 (20:20)

PS. Wszystkie osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane. Niektóre wydarzenia i dane liczbowe są, niestety, prawdziwe...

wtorek, 4 lutego 2014

przełom w walce z dopingiem

Walka z dopingiem jest na takim gazie, że zatacza (się) coraz szersze kręgi. Niestety - jak pamiętamy - żadne z poprzednich igrzysk olimpijskich nie były wolne od tej plagi współczesnego sportu, jaką jest nielegalny doping. Dlatego w Soczi powołano specjalną komisję do zapobiegania przypadkom niedozwolonego wspomagania podczas zbliżających się zawodów. Szefem tej komórki do spraw Organizacji Sprawiedliwej Rywalizacji Atletów Międzynarodowych (OSRAM) został mianowany Wiaczesław Miksturow. I już dziś można obserwować zdecydowanie działania wspomnianej organizacji. W ostatniej chwili na listę zakazanych środków farmakologicznych i wspomagających wpisane zostały:
  • sok z gumijagód
  • magiczny napój Panoramiksa
  • eliksir Felix Felicis
  • szpinak niejakiego Popeye'a (pod tą ksywą ukrywa się były marynarz, obecnie król dopingu)
  • fajkowe ziele Hobbitów
  • oraz bułka z baranem
 
Dodatkowo, sporządzono listę niedozwolonych wspomagaczy w poszczególnych dyscyplinach. Trafiły na nią między innymi: karma dla ptaków i napój energetyczny Red Knur (dla skoczków narciarskich), groch z kapustą (dla hokeistów), gaz pieprzowy (dla łyżwiarzy figurowych) oraz haszysz (dla snowboardzistów).

Z nieoficjalnych informacji wiemy także, że komisja OSRAM rozpędziła się tak bardzo w piętnowaniu niedozwolonych form wspomagania podczas igrzysk, że pod lupę wzięła również przejawy dopingu wśród kibiców. Surowo zakazane zostały niektóre formy tego dopingu, przede wszystkim: wuwuzele, trąby jerychońskie oraz śpiewy w języku ukraińskim. Niemile widziane (choć nie zakazane) będą również przypadki śpiewania hymnów narodowych państw innych niż Rosja, strzelanie na wiwat z broni palnej, a także częstowanie zawodników okowitą. Za dopuszczalne formy dopingu publiczności uznano natomiast: oklaski, gwizdy (aczkolwiek te na rosyjskich zawodników wyłącznie na własną odpowiedzialność), okrzyki "Niech żyje Wła-di-mir!", raczenie siebie okowitą oraz wymachiwanie sierpem i młotem (o ile te rekwizyty wykonane są z materiału nie stwarzającego niebezpieczeństwa dla osób postronnych, czyli na przykład z tektury albo trawy morskiej). Repertuar możliwych do wykonywania podczas zawodów pieśni jest relatywnie skromny i zawiera przede wszystkim hymn rosyjski i "Wojnę Ojczyźnianą", ostatecznie jeszcze "Kalinkę". "Oczy czornyje" tematycznie wprawdzie pasują do Soczi, jako że znajdujemy się nad Morzem Czarnym, jednakowoż na fali politycznej poprawności, nie zaleca się wykonywania tego utworu słowno-muzycznego, chyba że jego warstwa tekstowa zostanie odpowiednio zmodyfikowana (z oficjalnych zaleceń wynika, że tytuł powinien brzmieć: "Oczy afroamerykańskie").

Staraliśmy się o komentarze przedstawicieli środowisk sportowych do powyższych regulacji, jednak temat jest śliski jak tor łyżwiarski w Soczi i sportowcy niechętnie wypowiadają się w tej kwestii, przede wszystkim z obawy, aby nie podpaść inspektorom z OSRAM-u. Jedynie jedna z polskich biegaczek narciarskich, pragnąca zachować anonimowość, stwierdziła nieoficjalnie, że żałuje, iż na listę zakazanych substancji nie trafiły również specyfiki na astmę, szkarlatynę, krztusiec i suchoty.

Pod nazwiskiem wypowiedział się za to Lance Awesome, były amerykański kolarz, wielokrotny zwycięzca słynnego wyścigu Twór de France.
- Z doświadczenia wiem, że nie istnieje taki zakaz, którego nie da się przechytrzyć - stwierdził Awesome z całą stanowczością - Dlatego mam nadzieję, że zarówno kibice jak i zawodnicy znajdą sposób, aby obejść nowe regulacje. W końcu po to jest prawo, żeby było też lewo, co nie?

My natomiast miejmy nadzieję, że podczas olimpijskich zmagań, rywalizacja zarówno na sportowych arenach jak i na trybunach prowadzona będzie uczciwie, z poszanowaniem praw innych, w duchu (fair play) i z duchem. Bynajmniej nie twoim, a tym duchem, który po łacinie ukrywa się pod nazwą spiritus. A jak go wydobyć z ukrycia, o tym już sami Rosjanie wiedzą najlepiej. за здоровье !

4.02.2014 (22:32)

PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane. 

poniedziałek, 3 lutego 2014

stary niedźwiedź i może (zaszkodzić)

Sportowcy z całego świata ściągają tłumnie do Soczi. Tymczasem agencje informują o pierwszych niebezpieczeństwach, mogących grozić zawodnikom podczas olimpijskich zmagań. Ciepły klimat i wysoka temperatura w okolicach Soczi sprawiły, że niedźwiedzie w tym rejonie nie przesypiają zimy jak Dziadek Mróz przykazał, ale włóczą się po okolicy, niepokojąc miejscową ludność.

- Był ogromny, miał kły jak szpony i wyglądał na wygłodniałego - relacjonował nam Iwan Muminin, mieszkaniec Soczi, który kilka dni temu widział niedźwiedzia podczas spaceru po lesie, w poszukiwaniu drewna na opał. Jednocześnie pan Iwan zapewnił, że sam posiada w domu ekologiczne centralne ogrzewanie węglem brunatnym, a po co niedźwiedziowi (też brunatnemu w końcu) drewno na opał, do dziś zachodzi w głowę.

Zapytany przez nas behawiorysta niedźwiedzi - dr Borys Animalow - zapewnił, że niedźwiedzie nie odważą zbliżyć się do gęsto zamieszkanego centrum Soczi. Naukowiec twierdzi ponadto, że nie powinny one zapuścić się również w okolice Krasnej Polany, gdzie będą rozgrywane między innymi konkurencje biegowe Igrzysk.
- Nie muszą wędrować w góry, ponieważ w niżej położonych rejonach mają one pod dostatkiem ich naturalnego pożywienia, jakim jest czosnek niedźwiedzi - przekonuje Animalow - W tej sytuacji jedyną niedogodnością z ich strony będzie nieprzyjemny zapach, jaki utrzymuje się przez pewien czas po spożyciu czosnku. O czym chyba każdy z nas wie - dodaje badacz

Nikt nie zagwarantuje jednak, że jakiś osobnik nie znajdzie się, choćby przypadkiem, w pobliżu tras biegowych. Organizatorzy nie są w stanie przecież obstawić ochroną całych, kilkukilometrowych pętli trasy. Próbowaliśmy zatem dowiedzieć się, czy zawodnicy obawiają się zagrożenia ze strony niedźwiedzi.

- My się niedźwiedzi nie boimy! - zapewniła Maria Schuss, przewodnicząca Międzynarodowego Związku Biatlonistek - Podczas rywalizacji mamy przy sobie trzy i pół kilogramowy karabinek kalibru 5,6 mm wraz z zapasem amunicji. Niestraszny nam będzie żaden drapieżnik. Współczujemy natomiast naszym koleżankom i kolegom z narciarstwa klasycznego.

No tak, biatloniści-cwaniaki niedźwiedzi się nie obawiają, bo biegną z karabinem na plecach. A taki zwierzak może przecież poważnie zakłócić hierarchię w innych konkurencjach, choćby we wspomnianym narciarstwie biegowym. Wystarczy bowiem, że niedźwiedź pojawi się podczas biegu masowego na 50 kilometrów stylem dowolnym i może okazać się, że najszybciej na mecie zameldują się zawodnicy z Kamerunu, Hiszpanii i Chińskiego Tajpej. Zwłaszcza ci pierwsi, dla których niedźwiedź jest zjawiskiem równie egzotycznym co śnieg. Chociaż... Ostatnio naukowcy donieśli, że na terenie Polski żyły w bardzo dawnych czasach jaguary i lamparty (podobno znaleziono ślady ich bytności). Do dzisiejszego dnia w naszym kraju jaguary przetrwały wprawdzie jeszcze w niektórych garażach, ale lamparty już wyłącznie w sklepach odzieżowych.

Nie udało nam się niestety uzyskać komentarza ze strony biegaczy narciarskich, jedynie jedna z polskich zawodniczek, pragnąca zachować anonimowość, stwierdziła nieoficjalnie, że jej rywalki z Norwegii nie muszą się obawiać dzikich zwierząt na trasie, bo w razie czego prysną niedźwiedziom w oczy inhalatorem na astmę. Bardziej rozmowny był za to Andreas Tank, członek niemieckiej reprezentacji bobsleistów.

- Staramy się o zgodę Komitetu Organizacyjnego na wyposażenie naszych bobslejów w działka automatyczne, montowane na dziobie - mówi zawodnik - Znajdujemy się przecież w Rosji - państwie o długich militarnych tradycjach, więc liczymy na zrozumienie i pozytywną decyzję organizatorów. Wówczas powstanie taki mały czołg, pędzący z prędkością 150 km/h. Naprawdę, nie radzimy nikomu stawać nam na drodze!

- Gdyby jednak decyzja była odmowna, będziemy i na to przygotowani - dodaje jego kolega, Hermann Gewehr - W naszym czteroosobowym bobsleju spokojnie zmieścimy całego AK-47, czyli popularnego kałasznikowa. Skąd go weźmiemy? Człowieku, nawet sobie nie zdajesz sprawy co w tym kraju można kupić na bazarze!

Cóż, wczoraj podczas przechadzki po mieście, w ciemnym zaułku ktoś próbował sprzedać nam pręty paliwowe do reaktora jądrowego, w okazyjnej cenie 500 rubli. Odmówiliśmy, tłumacząc, że w Polsce elektrownia jądrowa powstanie dopiero w 2116 roku, a do tego czasu nawet ten sprzęt może już stracić swoje właściwości. Natomiast o komentarz w sprawie niedźwiedzi postanowiliśmy poprosić jeszcze zawodników startujących w curlingu (hokeistów nie było trzeba, oni w swoich strojach sami wyglądają jak niedźwiedzie, a ponadto dzierżą w dłoni solidny kij).

- Niedźwiedź?! - zdziwiła się Sandra Lust, kapitan (w wersji dla genderowców: kapitanka) reprezentacji Szwajcarii w curlingu - Chyba żartujesz? Każdy kto przypadkiem trafia na nasze zawody i widzi, jak dorośli ludzie puszczają po lodzie 20-kilogramowe czajniki, zamiatając przed nimi miotłami, pęka ze śmiechu niemal natychmiast. Niedźwiedź nie będzie tu żadnym wyjątkiem.

Widząc zatem optymizm w głosie zawodników, czas zakończyć pierwszą korespondencję z Soczi. Jak to mówią Rosjanie: daswidania!

3.02.2014 (23:40)

PS. Wszystkie wydarzenia, osoby i cytaty są fikcyjne. Ich podobieństwo do wydarzeń, osób i cytatów realnych jest zamierzone, a wręcz pożądane.